W erze fotorealistycznej grafiki, otwartych światów rozciągających się na setki kilometrów i narracji pisanych przez zespoły scenarzystów większe niż obsada klasycznych RPG-ów, trudno uwierzyć, że wciąż wracamy do gier, które mają po kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt lat. Co sprawia, że tytuły takie jak „The Legend of Zelda: Ocarina of Time”, „Chrono Trigger”, „Baldur’s Gate II” czy nasz rodzimy „Gothic” nadal żyją w świadomości graczy? Czy to tylko nostalgia? A może coś więcej?
Pewne gry trafiają w sedno nie tylko technologicznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. Ich siła nie leży w liczbie pikseli, tylko w sercu – tym, które deweloperzy włożyli w ich tworzenie, i tym, które bije u graczy, gdy po latach ponownie uruchamiają znajomy tytuł.
Przede wszystkim – mechanika. Prosta, ale dopracowana rozgrywka nigdy się nie starzeje. Weźmy na przykład „Tetrisa”. Gra, która nie potrzebuje narracji, ray tracingu ani DLC, by dawać satysfakcję. Albo „Super Mario Bros.” – dynamiczne sterowanie, przejrzysty cel i poziomy zaprojektowane z chirurgiczną precyzją. W tych grach wszystko działa – a to sprawia, że chce się do nich wracać, nawet po dekadach.
Kolejny element to atmosfera. Światy, które zapadają w pamięć: zamglone wzgórza Silent Hill, industrialne korytarze Midgaru, zrujnowane mury Khorinis. W wielu przypadkach to nie grafika, a wyobraźnia gracza budowała obraz tych miejsc – a to znacznie silniejsze niż jakakolwiek technologia.
Nie bez znaczenia jest też muzyka – 16-bitowe motywy, które dziś traktujemy jak kultowe, wzruszają i przenoszą nas w czasie. Kompozycje Nobuo Uematsu, Yoko Shimomury czy Jespera Kyda nie zestarzały się ani trochę – wręcz przeciwnie, zyskały na sile dzięki wspomnieniom, które z nimi wiążemy.
Na koniec – czas i kontekst. Gry, które towarzyszyły nam w ważnych momentach życia, stają się nie tylko rozrywką, ale wspomnieniem epoki. Czasem wracamy do nich nie tylko dla gameplayu, ale dla tamtych dni, ludzi, emocji.
Czy nowe tytuły mają szansę stać się „ponadczasowe”? Zdecydowanie tak – ale wymaga to więcej niż tylko budżetu. Wymaga duszy, pasji i czegoś, czego nie da się kupić – prawdziwego zaangażowania w tworzenie świata, który przetrwa próbę czasu.
Dlatego, kiedy kolejny raz wracasz do ulubionej gry sprzed lat – nie tłumacz się nostalgią. Po prostu doceniasz sztukę, która się nie starzeje.
Autor: Lumoriel – rycerz pikseli, strażnik wspomnień i felietonista z zamiłowaniem do gier, które nie znają upływu czasu.